Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ile bieli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ile bieli. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 stycznia 2015

Okoliczności



Światło razi Gustawa, spowiada się do lampy,
szczerze na siebie donosi. Przyszedł ostatni, 
a poszedł na pierwszy ogień. Powiedz nam
o swoich grzechach, Gustawie - niewidzialne
ciągnie za język, grozi palcem. 

 
Która ze świętych kobiet jest opiekunką naiwnych?
Wymódlcie je dla niego, niech zlecą się wszystkie.
Gustaw nie jest przygotowany na żadną okoliczność,
ssie palec jak dziecko i ma dużo dobrej woli.

 
Chciał inaczej, a wyszło źle. Grzebał w ziemi tyle lat,
żeby rozplątać wszystkie nerwy, pilnować korzeni.
Stróż podziemnego ogrodu, wielki, siwy kret.
Teraz jest głównym podejrzanym, jedynym dowodem.
Wylicza się z każdego dnia, ale nie wie przed kim

 
i nie wie, o co chodzi.

Z drogi



Gustaw urósł o siedem dni, ma zarost
i śniła mu się kobieta. Jest dobrej myśli.
Ciekawi go własna twarz - robi miny
do lustra, porównuje. Coś już wie.

Tylko ją widział, bo szła za cicho.
Nie chciałam cię spłoszyć Gustawie,
dopiero układam się  w całość, szykuj
dla mnie miejsce, ale nie wycinaj drzew.

Gustaw ma większe szczęście do miejsc
niż do ludzi, ale dzisiaj nie chce uciekać.
Na drzewie wiesza pustą ramę, zagląda do
środka. Coś tam drży i ściana się otwiera,

woła.

Pod głos




Patrzcie, jak Gustaw się spieszy,
ale go wzięło! Nic mu nie podpowiem,
pozacierał za sobą ślady. A może to 
mnie wypchnęło na zewnątrz?

Oparty o drzewo układa dla niej pieśń,
ale nie umie śpiewać. Gdzie ci do ptaków
Gustawie, gdzie ci do niej, ty niedźwiedziu!
Czuje się nieswojo z tą miłością. Peszy go.

Grubym kijem tasuje liście, stawia 
sobie kabałę. Przeczucia go niepokoją,
ale z lasem ułożył się już dawno i ufa.
O, z liści wyłania się pierwsza dama.

Ciekawe czy mnie widzi

zastanawia się Gustaw


Sza



Ostatnio Gustaw lubi być nierozsądny:
nie dosypia, zrzucił trzy z pięciu
warstw ubrań, wczoraj nad ranem 
pływał w lodowatym strumieniu
i teraz kicha. Oj, Gustawie, Gustawie.

Podobają mu się dreszcze i gorączka,
nigdy nie chorował, jeszcze nie wie, co
mu jest. Skulony w zapomnianej norze,
zlizuje z palców miód i wzdycha. Od kilku
dni zwierzęta podglądają Gustawa zdziwione, 

ale na razie nikt  o nic nie pyta.

Osawianie


Noc przyniosła ze sobą chłód i szelest
śpiących liści. A Gustaw jeszcze
na chodzie, lubi poziewać porządnie,
czekać, aż spanie zaatakuje go znienacka. 

Kto ci złamał skrzydło bura sowo?
Szukaj, szukaj. Niedaleko jest Gustaw.

Zraniła go w rękę, aż pisnął z bólu.
Broni się czy grozi, że nawet ranna
- nie podda się? Gustaw tamuje
krew kępką mchu i obmyśla sposób.

O, już wie! - rzuca kapotę i przyciska 
ptaka do siebie: Nie drap, dopierom się
wylizał z jednego, starczy żeś ty chora.
Gustaw kołysze chore zawiniątko, a jutro

poszuka czegoś, żeby nie bolało.

W pełni


Sowa już nie walczy, ale wciąż nieufna.
Gustaw pokazuje skaleczoną rękę,
żartobliwie grozi palcem. Jest w dobrym
humorze - skrzydło zaczyna się zrastać.
Trzeba komuś za to podziękować.

Jestem taka pusta Gustawie, kiedyś
mieszkały we mnie ptaki, ale odleciały.

W kawałku kory otworzyły się szeroko
oczy. Gustaw właśnie kończy wycinać
nożem usta. Uśmiechają się do siebie.
Jeszcze tylko fałdy sukni, a potem
uroczysta przeprowadzka do dziupli.

Będzie ci tu wygodnie Panienko, myśli.
Z sową na ręce klęczy pod drzewem,
patrzy w górę  i chce coś powiedzieć,
ale skąd ma wiedzieć, od czego zacząć:

od matki, ojca czy od siebie.

No, powoli




Ile Gustaw ma dzisiaj ważnych spraw!
Postanowił podliczyć swoje złe i dobre
uczynki.Czochra się po głowie
i rozdziela żołędzie na dwie kupki.

Za Przenajświętszą Panienkę z Dziupli
przyznał sobie aż trzy, ale i ta gorsza
kupka rośnie - wczoraj trochę figlował:
ćwiczył rozbieg i zburzył mrowisko.

Gustaw już się domyśla - kiedy coś
przeskrobie, czuje w brzuchu drapanie
i nie może zmusić się do uśmiechu.
Pokutę załatwia, odmawiając sobie ciasta.

No takie to wszystko trudne na jeden raz
- mówi do Panienki zawstydzony, a potem

idzie się gdzieś pomęczyć za karę.

piątek, 9 stycznia 2015

Z bólu




Janinka przedziera się przez dzikie maliny;
chociaż kolce drapią skórę, na nic nie zważa.
Krzyk Gustawa słychać już na skraju lasu.
Kto skrzywdził mojego chłopca, niech zawczasu
żałuje - grozi pięścią niewidocznemu wrogowi,
podnosi z ziemi kij, gotowa do walki.

Rośnie ci ząb mądrości, niedźwiedziu - zagląda
w otwarte usta i gładzi spuchnięty policzek.
Gustaw rozpalony, z głową na jej kolanach,
skarży się głośno: jak mądrość ma tak boleć,
niech idzie precz. Chcę mieć dawny rozum
i święty spokój. Janinka śmieje się i pociesza.

Zimna woda ze strumienia i śpiew przyniosły
ulgę. Gustawowi wracają kolory, głód daje
o sobie znać głośnym burczeniem. Janinka
udaje, że nie widzi, jak popełnia ulubiony
grzech i wylizuje z miski resztki marmolady.

Woli teraz pójść do dziupli, poprosić
Najświętszą Panienkę o coś na ząb

Dla Gustawa

Smęty




Gustaw od rana myśli o Janince.
– raz ją widział, a wciąż patrzy
na ścieżkę i czeka. Nie mówiła,
kiedy wróci - pociąga nosem.

I za nic nie może się ogrzać.
Zimno od środka i szczypiąco.
Wymyśla sprawy, jakie mógłby
mieć do Janinki. Najlepiej pilne.

Odkąd zaczął z kimś rozmawiać,
nie radzi sobie z samotnością,
czuje się jak porzucone dziecko.
Czy zawsze byłem niczyj?
Zamyka oczy i czeka na obrazy.

Najpierw usłyszał śmiech, dużo
śmiechu, potem zobaczył wielki
kaflowy piec.Czyj to głos?
Gustaw nie pamięta, ale słyszy.

Kiedyś musiałem być czyjś! 
 – ciepło mu się robi od tej myśli. 
Teraz łatwiej będzie mu tęsknić

za Janinką.