Przysłowia mówią: „spodziewaj się niespodziewanego”. I choć brzmi to jak literacki frazes, w przypadku najnowszej publikacji Mirki Szychowiak pt. Świadczenie na piśmie (Convivo), nabiera ono zupełnie nowego, niemal fizycznego znaczenia. Nie byłem przygotowany na tak potężny ładunek emocjonalny, który uderza w czytelnika już od pierwszych stron. Sam tytuł zdaje się nieść ze sobą ciężar pewnej powinności – sugestię, że autorka poczuła wewnętrzny nakaz, by nadać kształt słowom, opowiedzieć i udokumentować historie.
To zadanie – niemal kronikarskie, a jednak głęboko intymne – Szychowiak zrealizowała w sposób brawurowy i stylistycznie nieskazitelny.
Lektura tej książki to proces wystawiania się na skrajności. Emocje czytelnika podlegają tu nieustannym wahaniom – od głębokiego wzruszenia, przez niedowierzanie, aż po momenty bolesnego rozpoznania. Jednak tym, co uderza najbardziej, jest poczucie dojmującego braku, jakie towarzyszy nam po odłożeniu tomu na półkę. Pojawia się swoiste nienasycenie i głód pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Pustka, która na moment zapada w głowie tuż po przeczytaniu ostatniego zdania, błyskawicznie przeobraża się w kołowrotek myśli. Te refleksje uporczywie krążą pod czaszką, nie dając o sobie zapomnieć jeszcze długo po zamknięciu okładki.
Struktura książki, podzielona na trzy wyraziste części – „okruchy”, „tak kochać” oraz „nie” – stanowi o jej niezwykłej sile rażenia. Każdy z tych rozdziałów uderza w zupełnie inne struny wrażliwości, wydobywając z nas inne lęki i zachwyty. Choć tematycznie oscylują wokół różnych aspektów ludzkiego doświadczenia, razem tworzą spójną, misternie skonstruowaną symfonię, która dąży do potężnego, niemal oczyszczającego finału. Świadczenie na piśmie to literatura najwyższej próby, którą polecam każdemu, kto szuka w książkach czegoś więcej niż tylko rozrywki – szuka prawdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz