środa, 23 marca 2022

Maria Dłuska - Poetyckie veto (Kup mi las)

 


    KUP mi LAS” – to najnowszy tom poezji Mirki Szychowiak – poetki,  prozaiczki, laureatki wielu ogólnopolskich konkursów literackich. W 2005 roku zadebiutowała tomikiem wierszy „Człap story”. Pięć lat  później ukazały sie jej dwa tomiki poetyckie: „Jeszcze się tu pokręcę” (nominacja do Nagrody Literackiej Nike), a także „Proszę nie płakać”  (nagroda główna w OKP „Malowanie słowem”). Tomik poezji „KUP mi LAS" został wydany w 2021 roku przez wydawnictwo papierwdole. To poezja pełna niepokoju, smutku i żalu. To jedyny w swoim rodzaju protest Mirki Szychowak przeciwko niszczeniu lasów bez opamiętania i zawłaszczaniu przez ludzi coraz większych obszarów przyrody.           

Las (biocenoza leśna) jest miejscem magicznym i tajemniczym. Za jego drzwiami mieszkają drzewa liściaste, iglaste, krzewyruno leśnemchy, ptaki, małe ssakiowady, zwierzęta drapieżne i roślinożerne. Las to także zapach igliwia oraz rosnących w nich kwiatów. To spójny organizm, gdyż drzewa porozumiewają się ze sobą dzięki podziemnej sieci korzeni („wood wide web”), obdarowują pożywieniem, wspierają się, troszczą o swoje dzieci.

Tutaj możemy zatrzymać się w rozpędzonej codzienności, porozmawiać ze swoim wnętrzem, wtopić się w ramy leśnego pejzażu i  jego ciszę, pochwycić migawką kolorowe chwile. Niektórzy porównują las do świątyni, której nawy oświetlają promyki słońca przedostające się przez liściaste witraże. Leopold Staff w wierszu pt. „Wigilia w lesie” napisał – //I drzewa mają swą wigilię.../ W najkrótszy dzień Bożego roku,/Gdy błękitnieje śnieg o zmroku/. W 2020 roku, kiedy ja i mąż zostaliśmy w Wigilię sami, z dala od syna i rodziny, poszliśmy do lasu. Przyjął nas bielą puchowego dywanu, otulił ramieniem oraz otarł łzy. W ostatnim czasie ta oaza piękna jest niszczona w zastraszającym tempie. W jednym z wierszy napisałam: /MY! ziemscy bogowie /z piłą tarczową wiertłem młotem/atrybutami o sile piorunów Zeusa/zatrzymani na zawirusowanej planecie/musimy nauczyć się liczyć/do dziesięciu//. Bez umiaru tniemy lasy, gdyż stajemy się coraz bardziej zachłanni na drewno, na olbrzymie plantacje, pastwiska, inwestycje.

Trzeba wyraźnie podkreślić – jest las, jest człowiek. Nie ma lasu, nie ma nas.

Tom poezji Mirki Szychowiak otwiera ujmujące motto  – „Wszystkiemu żywemu, co bez umiaru zniszczono i zabito w imię ratowania natury, pokrętnie tłumaczonej ochrony środowiska – oraz ludziom, którzy wskutek tej usankcjonowanej prawem czystki stracili chęć do życia i zapadli na nie dające się zdiagnozować ani leczyć choroby – książkę tę dedykuję ze smutkiem. Ci, którzy do tego dopuścili, a mogli, bo mogą wszystko – niech się powoli smażą w piekle. Tam jest ich miejsce" .

Jeżeli niszczy się piękno stworzone przez naturę są ofiary oraz sprawcy nieszczęścia, którzy w XXI wieku nie rozumieją, iż każdy ruch piłą przyczynia się do zmian klimatycznych i działa na szkodę człowieka. Mirka Szychowiak podejmuje z nimi poetycką walkę, przytacza argumenty, wyraża swój sprzeciw, buntuje się, pokazuje jak ich nieprzemyślane działania niosą emocjonalne spustoszenia w ludzkiej psychice. Poetka dała temu wyraz w wierszu pt. „SZCZEPAN” –

 

Biedny Szczepan sadził las dawno temu,

gdy był młody. Dbał, jak o swoje dzieci  

– usuwał wnyki, dokarmiał zwierzynę,

sprzątał i gonił złodziei choinek.  Synów

nauczył miłości i troski o każdy dąb, norę,

i zawsze pełne paśniki.

(…)  Któregoś dnia wjechał

nad ranem ciężki sprzęt. Szczepan nie miał

już na co patrzeć. Żona mówi, że osiwiał

w jedną noc i przestał się do niej odzywać,

wychodzić z domu, (…)

 

Mirka Szychowiak nadała swojej poezji formę korespondencji z anonimowym „Ktosiem”, do którego wysyła listy z różnymi prośbami.  Oto fragmenty wierszy, w których autorka wytycza owej postaci zadania do realizacji –

 

ZADANIE SPECJALNE

 

Chcę cię przygotować do zadań specjalnych

i lepiej czytaj uważnie. Po pierwsze: już nigdy

nie wrócę do miasta, do domu, który jest tylko

magazynem cegieł, szkła i plastikowych okien,

za którymi już nie jest zielono. (…)

Jest tyle miejsc do kochania, domów

które potrzebują obecności. Lasów i ptaszków.

 

(…)

zacznij się rozglądać za dużym lasem, będziesz go

musiał dla mnie kupić. To może być gdziekolwiek. (…)


LIŚCIOLUBNA

 

Może być mieszany, trudno – jestem liściolubna,

ale to przecież nie ogród, tutaj chciałabym więcej

iglastych. (…)

 

Zapisz sobie: chcę mieć blisko paśnik i ambonę,

lisie nory wiadomo, ale trochę dalej, przecież jak

już las będzie mój, wybudujesz w nim nowy dom. (…)

 

Uwaga – żadnych dostępnych ścieżek i duktów.

Poszukaj lasu, do którego trudno wejść, najlepiej

niech na brzegu rośnie coś kolczastego, (…)

 

TYLKO POLSKI CHCĘ

 

Chyba pojechałeś na Marsa szukać mi lasu.

(…)

Nie wiem, gdzie szukasz, to w ogóle jest Polska?

Tego nie ustaliliśmy, a ja tylko Polski chcę.

(…)

 

AMBONA

 

Słuchaj uważnie, w moim lesie musi być przecież  ambona (…)

Ona nie jest dla myśliwych, którzy zjawią się, by zabijać.

Ambona jest dla mnie – będę do nich strzelać, kiedy

przyjdą tu, żeby zapolować, wytłuc. (…)

 

Moje terytorium, moje prawa. W garażu jest stara

wiatrówka po dziadku. Niech ktoś ją przejrzy, czy

sprawna. (…)

 

Mirka Szychowiak to wrażliwa poetka, empatyczna, kochająca przyrodę oraz piękno, którym powinniśmy otaczać się. Nie jest osamotniona w walce o ochronę środowiska naturalnego. W tym miejscu warto przytoczyć wzruszające słowa Darii Galant – poetki, powieściopisarki, reżyserki, która – podczas jednego ze spotkań autorskich w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Wiktora Gomulickiego w Ostrołęce – powiedziała: „To mnie zachwyca w przyrodzie, że jeżeli się z nią kwitnie, popatrzy się w zachodzące procesy, w wiatry, w zmieniające się niebo –  to tam, jest ten cały symbolizm życia człowieka. I przyroda wielokrotnie mi osobiście daje nadzieję na lepsze jutro. Bo kiedy szaleje, jest zdenerwowana, jest burza, jest zamieć, (…) dysharmonia w przestrzeni, to potem przychodzi ten ciepły dzień (…) świeci słońce i automatycznie w umyśle nas – ludzi, pojawia się taka iskierka nadziei”.

W Pani Mirce widzę bratnią duszę. Obie kochamy las. Kiedy świat zatrzymała pandemia, a my zatrzymaliśmy się razem z naszą planetą, jedynym miejscem, w którym czułam się bezpiecznie i opuszczał mnie lęk, był las w Kamiance nad Narwią, do którego jeździłam z mężem. Drzewa traktowałam jak członków swojej rodziny, mówiłam do nich, wypłakiwałam się im w rękaw, fotografowałam. Las słuchał i uspokajał moje rozedrgane serce kolorem, zapachem oraz śpiewem. Wtedy marzyłam o zamieszkaniu z rodziną w lesie, w ziemiance, by w niej przeczekać zawirusowany czas. Mirka Szychowiak także chce mieć las, dobrze zabezpieczony – którego nikt nie zniszczy. Zapewne ma tożsame odczucia dotyczące świątecznych drzewek. Wycinamy ich tysiące (przecież drzewa nic nie czują!), wdychamy zapach igliwia, podziwiamy ich malachitowe suknie ubrane w  ozdoby i anielskie włosy. Kiedy usychają i przestają cieszyć nasze oczy, wyrzucamy je za próg własnego domu. 

W tomiku „KUP mi LAS" autorka podkreśla, że trzeba dokonać przewartościowania myślenia. Musimy zachować dary przyrody dla przyszłych pokoleń. Nie możemy być samolubni. Niestety, jeszcze długa droga przed nami, gdyż zbyt wiele osób uważa las za swoją prywatną posiadłość. Nie możemy też pozwolić na pozostawienie po sobie samych nieprzyjaznych miejsc. Poetka odnosi się do nich w wierszu „DZIWNE” –

 

(…) Nawet te ogrody są

sztuczne, plastikowe, nic nie pachnie, nic nie szumi,

nie śpiewa. A gdzie wszystkie ptaki? Też je zamknięto?  (…)

 

Tomik zamyka wiersz pt. „NIGDY”, w którym znajduje się troskliwe przesłanie poetki:

 

Może nie wykupimy wszystkich lasów i łąk,

nie przeniesiemy się do wyniszczonych miejsc,

które potrzebują opieki, ale upomnimy się głośno

o wszystko co żywe. (…)

 

Tom poezji „KUP mi LAS" –  to tom niezwykłej poezji. Jestem pod jej wrażeniem. Wszystkim, których „czytanie uskrzydla”, polecam tę książkę. Jako czytelniczka dziękuję Mirce Szychowiak za krzyk protestu w imieniu LASU, który umiera w ciszy, samotnie. Nie może sam obronić się przed homo sapiens. W dedykacji zamieszczonej w tomiku poetka napisała do mnie i mojego męża –

„Pani Mario, Kazimierzu

W tych wierszach nie zamieściłam całego żalu, bólu, ale jest tam wystarczająco dużo cierpienia, którego – pisząc –  także zaznałam. Mirka Szychowiak.  Księżyce. 16.01.2022”

 

 

                                                                                                                           Maria Dłuska

poniedziałek, 21 marca 2022

MICHAŁ TRUSEWICZ: FAZA BIEŻĄCA – Z PALĄCEJ POTRZEBY LASU. MIRKA SZYCHOWIAK – „KUP MI LAS”

 


W historii III Rzeczpospolitej las jest czymś więcej niż zwyczajnym kompleksem roślinności z dużym udziałem drzew, świata zwierzęcego i czynników przyrody nieożywionej. Nic więc dziwnego, że w najnowszej książce Mirki Szychowiak stał się nadrzędną metaforą, która łączy politykę demokratyczną, krytykę kapitalizmu i kolejne etapy wywłaszczania człowieka ze sfery natury. Kup mi las nie dotyczy jedynie ścinanych drzew – tom rodzi się z autentycznego nieposłuszeństwa obywatelskiego.

Na nowy tom Szychowiak składa się 30 wierszy – nieprzesadnie skomplikowanych, ale za to o ogromnej sile językowej komunikatywności – formalnie przypominających dynamiczny zapis rozmowy z nie do końca precyzyjnie określonym adresatem. Autorka Trzeciego migdała nawiązuje nie tylko do konwencji liryki inwokacyjnej, ale również do poetyckiej epistolografii. Lament nad ginącą naturą szybko przeradza się w gniew, a nawet zapowiedź przemocy i zemsty: „Słuchaj uważnie, w moim lesie musi być przecież / ambona – przestań się zasłaniać ochroną środowiska / u zacznij wreszcie poważnie traktować moje listy. / Ona nie jest dla myśliwych, którzy zjawią się, by zabijać. / Ambona jest dla mnie – będę do nich strzelać, kiedy / przyjdą tu, żeby zapolować, wytłuc. Doszło wreszcie?” (s. 17).

Głównym motywem Kup mi las jest oczywiście konflikt o naturę. Szychowiak bardzo udanie łączy perspektywę jednostki z opowieścią o systemowej przemocy i globalnych zmianach. Autorka pisze zatem o podwójnym wykorzenieniu: chodzi nie tylko o dosłowną amputację organu roślin, ale również o rugowanie człowieka z pierwotnego matecznika: „Niedawno przyjechał tutaj Walerek ze Śląska / i dali go piętro wyżej. Pilnują, żeby nie umarł, / bo on nie chce żyć. Przez pięćdziesiąt lat miał / duży las za domem. Wycięli w pień skurwysyny / i Walerek się skończył. Jest tylko zgarbione ciało, / a w środku nie ma nic” (s. 14). Książka Szychowiak problematyzuje kwestię współzależności natury i człowieka – napięcie między nieuchronną katastrofą a obsesyjnym poszukiwaniem zielonego azylu. Stąd właśnie żądanie sformułowane już w samym tytule tomu.

Poetyka Szychowiak mocno czerpie z tradycji aktywistycznej. Istotna jest tutaj tradycja najgwałtowniejszych konfliktów o naturę, które przybrały na sile w ciągu ostatnich latach. Mam na myśli np. protesty ekologiczne przy okazji budowy obwodnicy augustowskiej (w pierwotnych założeniach przebiegająca przez Dolinę Rospudy), walki o Puszczę Białowieską, a także spacery po obszarach, na których miało odbyć się masowe polowanie na dziki pod koniec 2018 roku, zainicjowane przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w celu zwalczenia afrykańskiego pomoru świń (warto podkreślić, że na podstawie specjalnego rozporządzenia za odstrzeloną samicę można było uzyskać 650 zł). Książka Szychowiak powstała w bardzo ważnym momencie – barbarzyńska polityka gospodarowania naturą nie zmieniła swojego kursu. Taktyka bezrefleksyjnej eksterminacji słabszych osobników i chorych elementów – koncentrująca się na wielu obszarach – prowadzi do niesamowitego spotwornienia przyrody, co prowadzi do nagłego wzrostu ryzyka. Kup mi las to poruszające świadectwo ludzkiej krótkowzroczności i pomylenia przyczyn zagrożenia z ich realnym rewersem: ptasia grypa, choroba wściekłych krów, smog i katastrofa klimatyczna są przecież faktycznym odbiciem nieumiejętnego gospodarowania naturą, epidemicznej hodowli i obsesyjnej konsumpcji, a nie wyjątkami podlegającymi masowej eksterminacji w myśl faszystowskiej zasady „wybij i wyrąb”. Spór zarysowany w książce Szychowiak to coś więcej niż konflikt o kawałek ziemi – to walka o życie: „Może nie wykupimy wszystkich lasów i łąk, / nie przeniesiemy się do wyniszczonych miejsc, / które potrzebują opieki, ale upomnimy się głośno / o wszystko co żywe. Nie będzie już spocznij, nie / będzie że nie warto” (s. 36).

Bez wątpienia Kup mi las jest twórczością zaangażowaną, odsłaniającą zjawiska biopolityczne, które powstają na styku natury i działalności człowieka. Warto jednak podkreślić, że wiersze Szychowiak nie deprecjonują doświadczenia jednostkowego – „ja” liryczne przebija się na pierwszy plan: „I taki mam plan – nie próbuj mnie przekonywać, / że to tylko chwilowa schiza, bo na tym to akurat / dobrze się znam. Teraz będzie po drugie, uważaj: / zacznij się rozglądać za dużym lasem, będziesz go / musiał dla mnie kupić. To może być gdziekolwiek” (s. 10). Jednocześnie poszczególne utwory przedstawiają bardzo symptomatyczny model komunikacji w świecie zdominowanym przez stosunki kapitalistyczne – główna bohaterka wierszy wchodzi w kolizyjny agon z siłami, które mają ją odizolować, wywłaszczyć z autonomicznej ekspresji, a także pozbawić społeczno-politycznego uznania. Niektóre utwory – utrzymane w konwencji donosów i kontrfaktycznych listów – sugerują, że podmiotka może być zamykana w osobnej przestrzeni, co oczywiście przywołuje historyczny dyskurs medykalizacji i hospitalizacji osób uznanych za szalone (czyli z perspektywy politycznej po prostu niebezpieczne dla konkretnego porządku interesów jednej grupy): „Donoszę, że nasi podopieczni zachowują się / podejrzanie, zbierają w grupach, mówią tylko / półgłosem, ale kiedy się pojawiam – milkną. / Jest wśród nich kobieta, która, mam wrażenie, / pełni jakąś ważną rolę; uważam, że trzeba / przyjrzeć się uważnie jej oraz korespondencji” (s. 25). Poetyka zaangażowana Szychowiak nie wyczerpuje się jedynie w modnej formule ekopoetyki – jest otwarta na inne pluralistyczne formy polityczności, w tym również feminizmu, dlatego wspólnotowość postulowana w utworach nie wyczerpuje się w jednej kategorii tożsamości. Płciowość sąsiaduje z klasowością i regionalnością, tworząc afektywne sojusze, coraz mocniej naciskające na demokratyczny konsensus. Wyłania się z tego następujący postulat: poezja wciąż jest walką o życie (również nieludzkie), które jest wartością przede wszystką samoistną, a nie produkcyjną czy społeczno-użytkową – podobnie jak sama przyroda. I właśnie taka deklaracja jest zarzewiem niezgody na rosnące bezprawie: „Marzy ci się państwo policyjne, ale / źle trafiłeś. Oni przecież uciekli przed / bezprawiem, które rozwaliło im głowy, / a my musimy to wyprostować, ile tylko / nam się uda. A tutaj zjawia się nagle / tajny, pożal się Boże, agent i będzie mi / prywatną korespondencję czytał” (s. 26).

Na szczególną uwagę zasługuje wspólnotowy potencjał książki Szychowiak. Z jednej strony poetka wytwarza ekwiwalentną reprezentację rzeczywistości (dość dobrze znanej), aby następnie ją krytycznie przenicować w celu zwiększenia świadomości klasowej. Z drugiej strony na tych zgliszczach realności rozpoczyna się kulturowa produkcja kolektywnych marzeń, których wektor zwraca się w kierunku inkluzyjnej przyszłości: „Załatw mi tyle Polski, żebyśmy się wszyscy / w niej zmieścili. Nienawidzę lewych targów, / układów, ale to sytuacja absolutnie wyjątkowa. / Przepłać, przekup ich. Jesteś w tym mistrzem […] My sobie wszystko urządzimy od nowa. Bez nich […] Jeszcze tylko tej Polski załatw, żebyśmy się mogli / w niej ukorzenić. Potem idź swoją drogą. Płakać / nie będziemy, mamy ważniejsze sprawy. Świat / ocknął się wreszcie i zaczyna się o nas upominać” (s. 35). Zaangażowaniem można nazwać po prostu płomienne pragnienie zmiany – również tej w ramach społecznej widzialności. Klasy pracujące, klasy ludowe, wspólnoty egzystujące na obrzeżach Polski przydrożnej wreszcie wtargną do pola politycznego i będzie to prawdziwie rewolucyjny ruch, a nie populistyczna dyfuzja czy przesączanie administrowane przez neoliberałów: „Zaczynamy się budzić / i nie chcemy już nigdy czegokolwiek przespać” (s. 36). Nowa wspólnota nie chce prześnionej rewolucji – radykalnie domaga się sprawczej metamorfozy stosunków politycznych i własnościowych. Poezja Szychowiak rozbudza kolektywne emocje i przylega do ciał marginalizowanych klas, zatem w przeciwieństwie do intelektualnych zabaw słownych, których autorzy odwracają się plecami do społeczeństwa, nie porzuca marzenia o sprawczości słowa, rozumianej zarówno jako forma kształtowania odrębnej podmiotowości wspólnoty, jak i umiejętność realnego wpływania na decyzje polityczne, ekonomiczne i społeczne.

Walerek ze Śląska, któremu wycięto las za oknem. Henryczek, który pracował na cmentarzu otoczonym lipami. Agata, której wytruto wszystkie psy. Szczepan, który osiwiał w jedną noc po przybyciu ciężkiego sprzętu na teren lasu. Bliźniacy z Podlasia, którym ktoś spalił cały dom. Wiersz jest zaludniany przez tłum, który dla politycznych elit był jedynie odbiciem społecznej negatywności, zbieraniną niezdolną do wyprodukowania jakiejkolwiek wartości. „Niby obcy dla siebie, a tacy podobni. Co nas łączy, / że wyglądamy jak po jednej matce? Myślę o tym / od wczoraj. Współodczuwamy jak bliźniacy, nie? / Coś nas łączy i już pora, by to ustalić. Potem każdy / odsłoni oczy, ale na razie po prostu się przytulmy” (s. 15) – nowa wspólnota jest niezwykle empatyczna i otwarta, a z jej literackiego przedstawienia wyłania się – mówiąc po rancière’owsku – próba poszerzenia sfery politycznej widzialności. Życie w lesie staje się metaforycznym azylem dla klas, które – podobnie jak samą naturę – rządzący chcą doprowadzić do stanu maksymalnej dyspozycyjności, plastyczności, eksploatacji, skrajnie limitowanego przez prosty rachunek ekonomiczny.

W poezji Szychowiak dochodzi zatem do wyłamania spod dominującego prawa monokultury, które nie ogranicza się jedynie do systemu leśnego bądź rolniczego. Na co skazuje monokultura? Odpowiedź jest dość prosta: „Nie podoba mi się ta cisza. Przecież świat jest dosyć / hałaśliwy, nie sądzisz? Jakiś obłęd. Nie rozmawiałam / jeszcze z nikim, boję się. Czy w takim miejscu można / odnaleźć spokój po tylu stratach? Nawet te ogrody / są sztuczne, plastikowe, nic nie pachnie, nic nie szumi, / nie śpiewa. A gdzie wszystkie ptaki? Też je zamknięto?” (s. 8). W świecie Kup mi las szaleje kapitał i w niczym teorii Michela Foucaulta dochodzi do „wielkiego zamknięcia”. Zresztą, motyw zamykania podmiotki w dyscyplinującym zakładzie przywołuje widok statków szaleńców, który wcale nie był przecież przesadnym zmyśleniem – już od średniowiecza władza ekspediuje „wariatów”, zakłócających interes i porządek klas panujących, wysyłając ich w straceńczą podróż w nieznane. Ta kwestia jest wyrażona w książce dość eksplicytnie: „Dowiedziałam się, że w rozmowie ze specjalistami / w tutejszym pożal się Boże – raju – nazywasz nas / świrami. To chyba komplement, w każdym razie nikt / nie był obrażony, przeciwnie. Na szczęście tylko ja / wiem, że dla ciebie świr, to ktoś stracony – niby / człowiek, ale wewnętrznie wypatroszony, mała / marionetka na sznurkach, czyli – jak pociągniesz, / tak zatańczy. Zawsze uzależniona od normalnego” (s. 20). Żądanie kupna lasu to tak naprawdę prośba o azyl dla istot, które z przyczyn społecznych i środowiskowych szukają nowej ziemi do zasiedlenia i stworzenia przyszłości na nowo. Wiersz jest ważną przestrzenią do tworzenia takiej potencjalnej wspólnoty. Jeśli założymy, że las to przede wszystkim zbiór dynamicznych relacji, a nie statyczny zbiór rzeczy (gotowych do wyjęcia lub wyrąbania), to nowa wspólnota również będzie czymś względnie paralelnym, czyli procesualnym, otwartym, burzącym hierarchię klasową i opozycję między człowiekiem a naturą.

W Polsce narracja o lasach i drzewach jest dość polonocentryczna i silnie nacjonalizowana, co oczywiście nie przekłada się na bioróżnorodność i dbanie o stan przyrody (w innych kategoriach niż imperatyw gospodarczej rentowności). Dlatego tak ważne jest stworzenie literackiej narracji alternatywnej, postulującej stworzenie leśnego azylu dla wszystkich nieuznanych przez dominujący system stosunków społecznych. Doskonałą próbą takiego ujęcia jest książka Kup mi las Mirki Szychowiak – tomu nierezygnującego ze splotu aktywizmu ekologicznego i indywidualnego doświadczenia.

Mirka Szychowiak, Kup mi las, wydawnictwo papierwdole-Katalog Press, Ligota Mała-Dùn Èideann 2021.



Michał Trusewicz (ur. 1995) – studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Mieszkał i tworzył w kilku miastach. Były redaktor pisma literackiego „Wizje”. Swoje teksty drukował i publikował między innymi w: „artPapierze”, „biBLiotece”, „Blizie”, „Culture”, „Czasie Kultury”, „eleWatorze”, „Fabulariach”, „Fragile”, „Odrze”, „Opcjach” i „Twórczości”. W 2021 roku wydał debiutancką powieść, Przednówki.

piątek, 25 lutego 2022

Wojciech Ligęza - Droga Mirko (Kup mi las)

 Droga Mirko,

    Twój nowy zbiór wierszy mocno mnie poruszył, tak niemal, jak napisałaś w dedykacji. Za opus dziękuję i gratuluję tego prawdziwego osiągnięcia. 
    Brzmi to na razie zbyt okrągło, zatem trzeba wyłuszczyć powody reakcji na prawdę tych wierszy - wyrażoną radykalnie, bezkompromisowo, drastycznie. To są środki poetyckie, które najlepiej służą apelowi do czytelników, a sprawy nie są błahe. Metoda wstrząsu nie zawodzi. 
    Okazuje się, że poetyckie wykorzystanie konwencji listu wciąż odsłania wiele możliwości - i tak jest w Twoim przypadku. Więź z adresatem należącym do innego świata, który kusi bezmyślnym szczęściem i usypia wrażliwość moralną, zostaje przerwana ze względu na różnice światoodczucia, ale przecież korespondencja trwa. Ofiara spisku "ludzi normalnych" (jakże paradoksalnie szalonych) przejmuje inicjatywę, zgłasza roszczenia, wykrzykuje własne racje, a utopię przekształca w skuteczną broń. Niekiedy odnosi się wrażenie, że to pani dziedziczka w prostym języku przekazuje połajanki swojemu rządcy. W każdym razie inwektywy służą  perswazji, a napaść językowa symbolicznie staje się tarczą przed opresją zamknięcia i wykluczenia. Myślałbym także o manifestacji wolności, ponieważ im mniej od nas zależy, tym bardziej wizja ogromnieje, nabiera śmiałości, wzmacnia wiarę, że świat się zmieni, choć nie wiadomo, kiedy. Słowa oskarżające i agresywne mają moc przemiany. Maluczko, a ziści się, z pomocą wyobraźni, las idealny - najlepsza przestrzeń ludzka, najlepszy  adres zamieszkania - wśród drzew, czyli w rzeczywistości oswojonej i opiekuńczej.  
      Udał Ci się wyjątkowo wielki lament nad zagładą świata ludzkiego. Katastrofa nie jest wybuchem, jakimś jednorazowym kataklizmem, lecz procesem, stawaniem się niemal na co dzień niezauważalnym. I tak następuje atrofia podstawowych potrzeb człowieka, nie związanych wszakże ze sztucznym cybernetycznym światem. Gdybyśmy powiedzieli, że to wiersze ekologiczne, to uproszczenie aż bije po oczach. Przesłania Twoich wierszy nie musza mieć (i nie mają) umocowania w doktrynach, wiarach, ideologiach. Krzyk protestu nie potrzebuje żadnych filtrów. W ślad za degradacją tak zwanego środowiska podąża klęska umysłu nie potrafiącego już wybrać wartości, oddzielić prawdę od blagi. 
      Zamknięci w zakładzie psychiatrycznym są cieniami samych siebie, apatycznie i letargicznie żyją w życiu po życiu. Zabrano im las, czyli wszystko, co było najcenniejsze. Ciekawe dla mnie jest błędne koło terapii. Psychiatrzy przychodzą z zewnątrz, a więc chcą przywrócić rozbitków ich rzeczywistości, która uchodzi za normalną, a przecież niczego nie oferuje w miejsce utraty. Jest nadal nienawistna i opresyjna. Zatem w przestrzeni "cmentarzyska" nie sposób się wyrwać. Terapia "od wewnątrz" w Twoich wierszach kusi piękną utopią, ale też zauważyć należy, że hipotetyczna przestrzeń lasu (nie ma jej tutaj, gdyż przyszli źli ludzie z siekierami), przestrzeń idealizowana, nie jest niczym innym, tylko terytorium utraconym - nie do przywrócenia. Utracili ją Twoi bohaterowie - zacni ludzie żyjący blisko natury, ale strata jest totalna: utraciliśmy las i sens lasu my wszyscy.                   "Kup mi las" to dramatyczne wołanie o przywrócenie choćby skrawka utraconego domu człowieka. Pełne empatii, buntu i wiary - pomimo wszystko. Bez lasu osoba "liściolubna" więdnie, zamiera. 
        
             Bardzo serdecznie pozdrawiam i życzę dużo lasu wokół Ciebie 
                                        Wojtek         

środa, 9 lutego 2022

Anna Augustyniak - Mirka Szychowiak i jej „Kup mi las”

 

Dziś ze zgrozą zobaczyłam puste miejsce po drzewie. Chciałam gdzieś biec, zaczepiać ludzi, pytać gdzie jest drzewo… Gdzie jest drzewo, z którym witałam się od ponad dwudziestu lat zawsze kiedy tu przechodziłam? A przechodziłam często, bo drzewo rosło przed budynkiem poczty. To drzewo znały wszystkie moje psy, było bardzo dorodne jak to stary dąb i mieszkały w nim na pewno dobre duchy, miało piękny, szeroki pień i rozłożyste gałęzie.
Nie weszłam na pocztę, po prostu sunęłam przed siebie i nagle zawróciłam, stanęłam przed drzewem, którego już nie ma, żadnego znaku nie ma ani kawałka pnia, ani korzeni, które były grube i wystawały na wszystkie strony świata, nie ma nic, jakby nigdy nie rosło tu drzewo, nie mieszkały duchy, jest pusta ulica.
To samo rozdarcie czułam czytając wiersze z tomu „Kup mi las”, które napisała Mirka Szychowiak. To jest wielka poezja i dla mnie jakoś te wiersze są osobiste, pewnie rozumiem je zupełnie po swojemu i swoje strachy (i straty) w nich odnajduję oraz przeglądam się niczym we własnych światach. Takie to porozumienie ponadludzkie nam wychodzi, a jednak bardzo cielesne, bo te wiersze wchodzą pod skórę.
Mirka ja Cię naprawdę poczułam, tak jak chciałaś, ale nie idzie tylko o to, że coś ważnego mówisz nam wszystkim, idzie o niezwykłą wrażliwość na pozaludzkie i ludzkie, na świat po prostu, który jest coraz bardziej bezduszny.
Wiersze Mirki poprzedza mocne przesłanie, a tak naprawdę to zaczynają się już od okładki, od tych dobrych duchów mieszkających w drzewach. Właśnie tak to sobie odczytuję. Autor obrazu pan Bodziu Szychowiak dał mi nadzieje, że może kiedyś i ja będę miała las…

czwartek, 13 stycznia 2022

Marcin Zegadło o KUP MI LAS

Mirka Szychowiak to poetka i prozaiczka, autorka książek poetyckich, laureatka konkursów literackich, autorka nominowana do Nagrody Literackiej Nike w roku 2011 oraz Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej w 2021. "Kup mi las" jest jej ósmym tomem wierszy.
A zatem:
"Wszystkiemu żywemu, co bez umiaru zniszczono i zabito w imię ratowania natury, pokrętnie tłumaczonej ochrony środowiska - oraz ludziom, którzy wskutek tej usankcjonowanej prawem czystki stracili chęć do życia i zapadli na niedające się zdiagnozować ani leczyć choroby - książkę tę dedykuję ze smutkiem. Ci którzy do tego dopuścili, a mogli bo mogą wszystko - niech się powoli smażą w piekle. Tam jest ich miejsce" - takim mottem otwiera swoją najnowszą książkę poetycką Szychowiak, wyrażając tym samym empatyczny smutek zorientowany na ofiary, jednocześnie rzucając przekleństwo w kierunku sprawców.
"To tylko drzewa, spróbuj rozejrzeć się/niżej, tyle się przecież dzieje, popatrz/i dobrze zapamiętaj one mogą już nie/wrócić (...)" ("Wyżej"). Tylko drzewa, tylko ogród, tylko dom, który jest "magazynem cegieł". A przecież jest tyle miejsc do kochania. "Lasów, ptaszków". To nie jest "chwilowa schiza". "(...) uważaj: zacznij rozglądać się za dużym lasem, będziesz go/ musiał dla mnie kupić. To może być gdziekolwiek (...)" - pisze Szychowiak w wierszu "Zadanie specjalne". Las, który oznacza cień i chłód. Las, który oznacza schronienie, ale też bezpieczne miejsce, do życia, do trwania. Las, który daje nam jeść i pić. Las, który zawsze stał, przyglądając się zdarzeniom i ludziom, które przemijały. "Nie było nas, był las. Nie będzie nas, będzie las" - mówi porzekadło.
Tymczasem niepokój wierszy Szychowiak to alarm dla tego stanu rzeczy, ponieważ las i wszystko, co ów las symbolizuje jest u progu zagłady.
Las rąk, las wysokościowców, las kominów. To być może alternatywa dla tego, co dawało tej planecie powietrze, co sprawiało, że ta planeta oddychała.
Jest u Szychowiak katastrofa, która wisi ponad koronami drzew. To katastrofa klimatyczna lub po prostu szeroko pojęty koniec wszystkiego, co znamy, do czego przywykliśmy i co wydawało nam się stałą, a przecież nią nie jest - zdaje się mówić autorka.
Ten "normalny świat" wisi na włosku. Stoi nad przepaścią. "Kup mi las" jest wołaniem o zielony bunkier, w którym bohaterka wierszy Mirki Szychowiak zamierza przetrwać.
"Wiem, że trudno ci zrozumieć, jesteś taki cacany i/uległy, wygodny, gdzie ugryzą, tam się podrapiesz/i masz bezpiecznie/Byłam kiedyś taką samą i zobacz/w jaką chujnię świat mnie wpuścił bez ostrzeżenia. (...)" ("Tylko polski chcę").
Tom skonstruowany jest jako zapis umownej korespondencji z bliżej nieokreślonym adresatem, do którego poetka zwraca się stale z prośbami, poleceniami, któremu opowiada o tym, co aktualnie ją dręczy, przejmuje, omija.
W tej opowieści dominuje zniszczenie, które sieje człowiek w przyrodzie. Ale to nie jest wyłącznie ekologizm. Wiersze Szychowiak są czymś więcej niż formą aktywizmu, są zapowiedzią aktywnego sprzeciwu. Jest w nich zapowiedź przemocy, która skierowana jest przeciw tym, ktorzy przynoszą śmierć. Czy jest to przemoc wyłącznie symboliczna?
"Słuchaj mnie uważnie, w moim lesie musi być przecież/ambona (...) Ona nie jest dla myśliwych, którzy zjawią się, by zabijać./Ambona jest dla mnie - będę do nich strzelać, kiedy przyjdą tu, żeby zapolować, wytłuc. (...) ("Ambona")
Bohaterka tych tekstów widzi zagrożenie tam, gdzie ktoś (coś, może system, może rząd?) chcą pozbawiać ją (nas) życia, którym chce żyć. Pisze więc w wierszu "Przyjazd":
"Co może/być gorszego od tej martwoty, która mnie wypełnia,/ odkąd pozbawiono mnie prawa do bycia i życia takiego,/jakie cieszy? (...)"
*
Nowy tom wierszy Mirki Szychowiak to poruszający hymn do drzew, to wołanie ku zieleni, to jest szum koron zamknięty w wersy.
W jakimś stopniu to poezja lamentacyjna. To są elegie. Wiersze żałobne nad utraconym wspólnym dobrem, jakim bez wątpienia jest natura w jej żywiole i bezbronności. To jest krzyk gniewu przeciwko tym, którzy odwracają się od naturalnego środowiska człowieka, który jest zwierzęciem aspirującym i bezmyślnym. To zwierzę podcina z pasją gałąź, na której siedzi.
Szychowiak mówi przejrzystym, oddychającym językiem. Jej wiersze mają charakter niemal publicystyczny, od prozy dzieli je forma zapisu i w pewnym sensie myślowy skrót, umowność.
Szychowiak "nie bawi" się w figury charakterystyczne dla liryki. Nie uwodzi językiem. Nie ma w tej poezji szerokich planów ujętych w liryczne obrazy. To jest poezja, która się buntuje. To jest wściekłość i brak zgody. Te wiersze są jak ciśnięta w kordon policyjny butelka z koktajlem zrobionym z gniewu. I w tym sensie ta poezja jest polityczna, bo takie są czasy, że od polityki nie da się uciec. Szychowiak zdaje się nie tyle nie uciekać, co być w pościgu, za tymi, którzy chcą zabrać nam "las", który jest szumem i chłodem, ale też metaforą wolności. Jednocześnie istnieje w tych tekstach oferta jakiejś zgody, pojednania, może tylko pobożne życzenie.
"Załatw mi tyle Polski, żebyśmy się wszyscy/w niej zmieścili.(...)" - pisze Szychowiak w wierszu "W końcu".
Tak to czytam.
Wyśmienita poezja, która jak uderzenie pięści w stół powoduje, że odezwą się nożyce.
___________________________________________
"Kup mi las", Mirka Szychowiak, wydawnictwo papierwdole-Katalog Press, Ligota Mała-Dùn Èideann 2021.

wtorek, 4 stycznia 2022

Grzegorz Malecha o "Kup mi las"

W lesie można znaleźć schronienie przed chłodem i gorącem, w lesie można się zgubić, najeść, można zapytać po chuj mi las?! Według Nienackiego las musi być wielki, tajemniczy, peerelowski. Przez Żeromskiego ogary poszły w las, w lesie rozgrywała się dyplomatyka i łowy. Las istnieje od zawsze i to nie tylko w kulturze.
U Mirki las wydaje się być oazą, fantasmagorią, odległym lądem, obcym światem, ba obcą planetą, celem do którego warto dążyć, miejscem, gdzie chciałby się wybudować dom. Wydaje się uspokajać, łagodzić, jest bezkresny jak bezmiar szczęścia, rośnie długo, ale łatwo go wyciąć w pień, jest chimeryczny jak los, pożądany i niedostępny.
A ludzie podobnie jak drzewa zakorzeniają się, przyzwyczają się do swoich korelacji, las i ludzie są swoimi powiernikami, dbają o siebie, bo niedopilnowani dziczeją, a samotni usychają.
PS: Dzisiaj jadąc do pracy zauważyłem ścięte drzewa, duże, zdrowe, pozbawione gałęzi, te leżały obok, ułożone w metry, leżą i się paczą i ja się patrzę i nie widzę sensu w tej zimowej kosmetyce