niedziela, 21 czerwca 2020

Inny świat




                        inżynierowi Rysiowi z miłością

W  tym kącie pełnym ciemności był
prawie niewidoczny. Przykryty
kikutami starych parasoli i rowerów
wymyślał dla nas ciekawszy świat.

Każdy  chciał mieć ciekawiej w tym
gównianym życiu, ale planeta
pierdolniętego Rysia rozpadała się
wciąż na kawałki. Ktoś się  przewracał
każdego dnia o połamane kontynenty
albo nigdzie nie dopływał, bo nagle
kończyła się jakaś rzeka, odpływało
morze. Oddalaliśmy się wtedy od Rysia
i nikt nie dostrzegał, że on też coraz
bardziej odchodzi od siebie. Czasami
było dwóch Rysiów, osobnych w swoim
budowaniu  domowego kosmosu.

Dwóch wrogów, dwa genialne plany
na życie w ciemności, poza światem.

Jakimkolwiek

niedziela, 26 stycznia 2020

Izabela Fietkiewicz-Paszek - "Proszę nie płakać, jeszcze się tu pokręcę! O pisaniu Mirki Szychowiak

   To były jedne z pierwszych wierszy, które intuicyjnie uznałam za dobre,
zalogowawszy się (niemal 15 lat temu) na portal poezja.org, czyli wirtualny poligon dla
raczkujących literatów. Intuicja chyba mnie nie zawiodła, teksty Mirki Szychowiak są dziś
obecne w czytelniczej świadomości. Przez te lata zresztą kilka poważnych gremiów doceniło wartość jej poezji (była m.in. finalistką X edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im.Jacka Bierezina w 2004, wyróżniono ją w II edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego„Złoty Środek Poezji” w 2006 na najlepszy poetycki debiut książkowy 2005, a jedną z jej książek nominowano do Nagrody Literackiej „Nike” w 2011).
Poza sześcioma tomami poetyckimi – od debiutanckiego Człap story (2005) przez
Jeszcze się tu pokręcę (2010), Proszę nie płakać (2010), Gustaw znikąd (2015), Jakie to życie jest krępujące (2016) po Trzeci migdał (2018) – ma na koncie sporo publikacji prasowych,udział w kilku antologiach (również w tłumaczeniach na języki angielski i ukraiński), a także zbiór opowiadań Gniazdozbiór (2015) dostrzeżony przez jury Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania.
   Mieszkanka wsi Księżyce na Dolnym Śląsku, matka poetki Julii Szychowiak,
przyznająca się do silnego duchowego powinowactwa z pisarstwem mistrza absurdu i
groteski, Borisa Viana, posiadaczka pięknego radiowego, jednego z najbardziej uwodzących głosów (kto nie słyszał Mirki, niech koniecznie wybierze się na spotkanie!), autorka wierszy, które „radzą sobie ze światem. Radzą, a więc nie aprobują go entuzjastycznie i ekstatycznie, ale próbują go polubić”, jak napisał o nich Bohdan Zadura.
Dla owego radzenia sobie ze światem autorka nie potrzebuje sięgać ani do
sentymentalizmu, ani do wyszukanych metafor, raczej uderza w splot wywiedzionymi z
osobistych doświadczeń mocnymi, nawet bolesnymi frazami, nie oszczędzając czytelnika i
nie zostawiając mu złudzeń – skoro już zdecydował się na lekturę: „Nie ma najlepszych
miejsc, jedynych wyjść, / najpiękniejszych kobiet. To te nieszkodliwe / kłamstwa, które
lubimy, takie świecidełka. / Kto z was jest pewien, że chciał się urodzić, / zanim się urodził –
niech tutaj przyjdzie / i skłamie” [Może]. Co nie znaczy, że Szychowiak nie umie czy nie chce być liryczna, ona zwyczajnie wie, gdzie przyłożyć ucho i jak sugestywnie podać dalej to, co jej „poetycki radar” wychwyci; czasem oczywiście daje nam wytchnienie między wierszami i zaprasza „w wysokie, tybetańskie góry, gdzie ludzie / nie przestają się uśmiechać, choć nie mają / niczego. Coś musi być w ich powietrzu, może / w tamtym niebie, że się tak ładnie cieszą” [Zmiana (wizyty domowe)].
   Wielką wartością pisarstwa Szychowiak jest doskonały balans między dystansem do
świata – a czułością, między inteligentną ironią, a uważnością i empatią, między racjonalnym, a emocjonalnym, wreszcie między tym, co z natury, a tym, co „robi nam” – i z nami – kultura (ta ostatnia opozycja jest punktem wyjścia niezwykłego tomu pt. Gustaw znikąd,wywiedzionej z romantycznych rudymentów współczesnej ballady o, górnolotnie mówiąc,poszukiwaniu siebie).
   Tematyka wierszy pomieszczonych w ostatniej książce pt. Trzeci migdał „krąży”
formalnie wokół zdrowia, chorób, doktora i wizyt domowych; jednak wśród tego medycznego zamieszania dzieje się coś więcej, nie o somatyczne dolegliwości tu chodzi, przynajmniej nie tylko: „Gdzie zgubił się ten pięknie zaplanowany świat / wypełniony niekoniecznie mną po brzegi? / Ocknęłam się w momencie, kiedy już mnie / nie ma w spisie rzeczy nieodnalezionych. / W innych rejestrach też jestem skreślona” [Krucha]. Doktor ma tu do wysłuchania wiele historii i dowiaduje się o wielu dolegliwościach: „Dzisiaj przyszłyśmy
obie, bez naszego męża i dzieci. / Mamy ze sobą problem i nie jest wesoło, doktorze, // bo od pewnego czasu nie mieścimy się w jednym / ciele. Ona mówi jestem coraz młodsza, tylko nasze / dzieci się starzeją, a ja patrzę w lustro i przecież / widzę, że poszłam mocno do przodu. Poszłyśmy” [My (wizyty domowe)].
   Mimo że Mirka Szychowiak od początku, od pierwszej książki, zmaga się w swoich
wierszach z przemijaniem, odchodzeniem, umieraniem, to właśnie ostatni tomik wydaje się
najmocniej osadzony w rozważaniach o sprawach ostatecznych, a z drugiej strony najmocniej wyraża to, jak wobec nieuchronności upływu czasu bezradni jesteśmy i my, i poezja: „Przecież ja niczego / nie chcę od wierszy. Może tylko spotkać się / na chwilę, pogadać. Żadna terapia czy koło / ratunkowe. Spotkanie robocze. I tyle” [Nic więcej].
 

A puentą może niech będzie odpowiedź autorki na pytanie „Gazety Wyborczej” o
wyobrażonego czytelnika swoich wierszy: „to ktoś, kto potyka się na równej drodze, a bez
trudu pokonuje wyboje, nawet wtedy, gdy musi nad nimi przefrunąć. A poważnie: taki ktoś,
jeśli już wszedł czy włamał się do moich wierszy, powinien mnie usłyszeć i dać temu wyraz.
Bez względu na to, czy jest mu ze mną po drodze, czy nie”. Po drodze, Mirko, po drodze.



piątek, 15 listopada 2019

Akt własności



Mógłbyś czasem z nudów spaść na ziemię.
Raczej nie w niedzielę, wtedy nie dowiesz się

prawdy; najlepiej nagle, bez zapowiedzi
jak sanepid albo jakaś ziemska żandarmeria.

To żaden grzech wycofać z życia wszystko,
co sieje zniszczenie. Swoje miłosierdzie
zostaw na lepsze okazje – jak wpadniesz
- dam ci długą listę spraw zaniechanych
katastrof  zamiecionych pod dywan
ludzkich i całkiem nieludzkich historii.

Twoja wierna załoga zajmuje się wyłącznie
sobą - na resztę nie ma pomysłu i chęci.
Czy to jest możliwe, że tego nie widzisz?
Ja ci przecież nie podpowiem jak zawrócić
i złożyć to wszystko od nowa. Nie znam się.

Podobno akt własności  należy do ciebie.

poniedziałek, 11 listopada 2019

Munia

Nie wiesz kochana, kim jestem?
Przypomnisz sobie, nie musisz
się spieszyć, nikt nas nie goni.


Jest taka piękna w tym - nazywam to
- zagubieniu, ale trochę zła, że znowu
odleciała na inną planetę, zgubiła ciąg
dalszy - zła, że czekam na odpowiedź.

Nie mogę jej wyręczać, pomyśli
że dzieje się coś złego. Niepotrzebny
nam niepokój. Wyciągnę zaraz koperty
ze zdjęciami; pożółkłe kawałki pamięci
sprowadzą ją z powrotem. Przeszłość
jest dla niej łatwa – pamięta nawet
deseń na letniej sukience, kupionej
za pierwszą w życiu pensję.

Patrzymy na jakąś ślubną fotografię
i nagle mówi do mnie po imieniu.
Sama wróciła. Każdy jej powrót
mnie uszczęśliwia. Niech tak
wędruje po omacku, niech błądzi.

Ja tu będę, kiedy znowu wróci.



piątek, 8 listopada 2019

Nadciśnienie



Z jakiegoś powodu  w świat płynie bełkot
że właściwie wszystkie wojny

są słuszne.

Przymusowy  pobór ułomnej taktycznie
 mnie nie urządza -  bronić się nie umiem

zabijać  jeszcze nie chcę.

Na żadną śmierć nie mam apetytu – w jej obliczu
wypada pościć jak przed porodem, pewnie się bać

a strach tak  brzydko pachnie.

Początek albo koniec  bywa hałaśliwy, jeszcze
nie wiem kiedy zacznę umierać ani z kim

ale jakoś to będzie.



niedziela, 20 października 2019

Sama nie wiesz

Miasto oświetlone jak świąteczne drzewa
stado krzyczących ulic, uchylonych drzwi
- nic się tu nie ukryje, możesz iść wszędzie.

Rozglądasz się: wszystko jednak jest czarne
i niewidzialne. Samotność spadła na ciebie
jak niespodziewany deszcz - chcesz upaść
gdzieś wygodnie, zaczekać aż ciemność
wróci tam, skąd przyszła. Może do siebie.

Czego właściwie chcesz, czego szukasz
w miejscu, które od dawna przestało
cię kochać? Po wariacku, prawie za nic.

Co cię tak nagle nieznajomo boli
że aż chcesz się dowiedzieć, skąd
ten ból wyrasta i kto go zasiał?






sobota, 5 października 2019

Zapomniałam


Patrzymy obie na ten jesienny staw
- patrzymy osobno, oddalone
jak nigdy do tej pory.
Dzisiaj poza strachem wszystko
nas dzieli, co innego boli.

Mroczno tu i głęboko
- mam wrażenie, że woda czeka
na jakieś konkretne rozwiązanie.

Patrzymy na nią wystraszone
- jedna się boi, że skoczy
druga, że tego nie zrobi.

Nie umiemy stąd odejść
i udawać, że to tylko ta

jesień taka jest, taka zapadalna.

Coś się w nas popsuło
kochana, nie wiem kiedy
zapomniałam
dlaczego.