niedziela, 11 stycznia 2015

Tola


– Nie wierzę, że mój Antoś nie żyje – powiedziała babcia.
Kuchnia pełna czarnych ciotek aż westchnęła z oburzenia na brak babcinego szacunku do słowa pisanego i krwawej pieczątki w roku kartki. W śmierć wojenną nikt nie wątpił. Ona jedna się postawiła.
- Albo by mi się taki śnił – mówiła – swoje role odgrywał i udawał tego antychrysta hitlera, dzieci rozśmieszał, ciągnął za nosy? Nie! Żywy mój Antek we śnie, to i żywy na jawie. Może już w drodze i wraca do domu.
   Na tej niewielkiej wsi stanowili zagadkę; wyszukał ją w kościelnym chórze, wziął niepiśmienną i poślubił, liter z książeczki do nabożeństwa nauczył. Pokochał Tolkę wysokopiersiastą, poczciwą i dorodną, z oczami jak mokre niezapominajki. Dziadek był uczony - z walizką książek zamieszkał w osobnym pokoju. Piekny, dostojny, z burzą włosów, był panem i wyrocznią. Babcia po ślubie zakazała mu pracy w polu:
– Ty masz Antoś wielką, mądrą głowę, a ja silne ręce. Będziesz robił swoje, a ja swoje.
Urodziła mu dwoje dzieci. Kochali je oboje wielką miłością, ale każde kochało inaczej:
– Popatrz, Antoś - jak podzieliły się nasze dzieci – Helusia do książek nic się nie garnie, ino pole i pole, a jaka wartka i bydło nakarmi, kurę oskubie. Za to twój Pietrek znów krowy pogubił, boś mu książkę na łąki dał. I upilnuje taki bydląt?
  Zagrabiała wtedy czerwcowe siano na łące pod lasem, w chustce nasuniętej na czoło, żeby uciec od słońca. Patrzyła tęsknie w stronę drzew i myślała o cieniu. Zobaczyła go dopiero, gdy wszedł na wydeptaną ścieżkę, w zielonym jeszcze życie.
– Wyczekałam cię Antoś - pomyślała, a on już biegł do niej przez zboże, krzycząc i echo powtarzało za nim: moja Tola, moja Tola! Babcia przyklękła i pięścią wymachując w stronę wioski krzyczała:
– A widzita, wy cholery żałobne, że wrócił? Jużeście mi Antka pochowały, opłakały i nowego kazały szukać, a serce swoje wie.
Na te krzyki przyleciała Józia od Walczaków, a za nią Andzia Kowalikowa. Babcia spłakana, ściskała wychudzonego Antka, ale  swoim zwyczajem szybko wróciła do równowagi, bo od razu zaczęła wydawać kobietom dyspozycje:
– Lećta mi zaraz, wszystkich ludzi zwołajta, trza się nam z żywym Antkiem pogościć!
Kobiety pobiegły w stronę wioski, a babcia wzięła od dziadka ciężki, płócienny worek i trzymając za rękę, prowadziła do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz