poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Bryndza


Tak się spieszyłam – mało snu, życia
więcej. Żeby zawsze były pod ręką, 
otwarte listy i książki chowałam w ziemi.
Zaszalałam kilka razy, trochę uciekłam
trochę wracałam, hodując czule depresję 
i inne łatwo zapadalne stany.

I nagle odwołali koniec świata. Nikt
nie przeprosił. Żadnych wyjaśnień.
Nie byłam na to gotowa, znowu
trzeba się rozgrzebać, otrząsnąć z tego
przestrachu i zwolnić. Tak się nie robi.

sobota, 10 lutego 2018

Bez zapowiedzi


Znowu jestem pierwsza – to takie dziwne, wiesz?
Chciałam tylko przyjść, zaczepić kogoś, posłuchać
o kim dzisiaj będą kłamać, o co się kłócić, przez kogo
płakać. A tutaj pusto. Zero człowieka,  żadnych śladów.
Jestem pierwsza i ostatnia, za drzwiami pan i ta kanapa,
której nienawidzę. W niczym mi nie pomogła, nie
ułożyła mnie od nowa, a pan obiecał, że z tego wyjdę.
Ktoś kogoś oprawił w ramki i powiesił na ścianie
jak martwy pejzaż.  Teraz patrz i zachoruj na mnie.
Tego ci serdecznie życzę, jebany doktorku.

wtorek, 28 listopada 2017

Przedsmutek - Piotr Wiktor Lorkowski ("Jakie to życie jest krępujące"

   Graniczące ze skargą westchnienie, słyszalne w tytule nowego, bardzo introwertycznego, tomu  autorki człap story, trudno byłoby uważać za niezwykłe novum. Tyle, że choroba na istnienie, która trochę wcześniej dotknęła podmiotkę jej wierszy, wydaje się teraz wchodzić w stadium szczególnie ostre. Być może dlatego, że tym razem dopadła ją na dalekim wyczerpującym, etapie przedsięwziętej ongiś drogi. Bo przecież najtrudniej wędrować poprzez siebie, zwłaszcza wtedy, gdy się dostrzegło, że jest się ziemią jałową, „polem niczyim” (Porosłam). Poetka spróbowała zobiektywizować swe rozpoznanie, gdyż forma gramatyczna czasownika w początkowym wierszu jednoznacznie wskazuje na męski rodzaj mówiącego w nim podmiotu, jak gdyby żeńskie „ja” wielu pozostałych tekstów potrzebowało się przejrzeć w czyichś, możliwie bezstronnych, oczach. Te są bezlitosnym zwierciadłem. Widzą ją czyniąca rachunek sumienia, wahającą się pomiędzy akceptacją dawnych win a chęcią ich odpokutowania. Taką  zastaje ją kres, czyli rozproszenie w surowym, odludnym pejzażu (W jasno).
  Kompozycyjny porządek całego zbioru pozwala odczytać ten zabieg jako antycypację, zapowiedź ostatecznego końca. Początek zdominowała alienacja tak wielka, że trudno ją pomieścić w jednej osobie. Stąd istotną rolę odgrywa tu motyw rozdwojenia lirycznego „ja”, lub jego podwojenia obecny w melancholijnym wierszu Odbicie. Chociaż trudno uwierzyć, by jakakolwiek multiplikacja skutkowała pomnożeniem sił egzystencjalnych. Nie potrafiła podmiotka poprawnie ułożyć stosunków z alter ego; poczynań transcendencji nie rozumie (por. Wyjaśnienie). Złapała tylko chwilową równowagę w przejściowym punkcie, gdzie „Z tyłu ledwo/ żywe dni, z przodu natarczywa ciemność” (W zaparte). Lecz zaraz znalazła się w opresywnym zawieszeniu, zaś „To, co ją porwało, nie żąda okupu/ — cena strachu  jest nieobliczalna./Tam wysoko bardzo boli/ chce zadusić.// Ani spać, ani spaść, ani nic” (Ani, ani). Owa niewola skutkuje somatyzowaniem emocji, prowadzącym do wyobcowania z cierpiącego ciała, pomimo, że tekstowe „ja” wciąż potrafi okazać czułość, teraz – głównie rozdwojonej sobie, lecz jak można wnosić z wiersza Dżem session, czułość ta miała kiedyś także innych adresatów.
 Wykrzesawszy z siebie energię wściekłości i sprzeciwu podmiotka usiłuje wydobyć się z pułapki zamętu, niepokoju, bezładu. Próbuje zintegrować to, co się rozprzęgło  (zob. Przesiadka), przywołać wewnętrzny bałagan do tymczasowego chociażby porządku.     Poezja o imponującej mocy obrazowania. Bez trudu pokonuje opory imaginacji i bierze nas w posiadanie całym swoim przesmutkiem.




wtorek, 8 sierpnia 2017

Chwilowo

Muszę wyjść z domu, chociaż na zewnątrz
duszno, małe, wredne muszki wpadają
na człowieka, wchodzą  mu do nosa.
Duszno, jak już wspomniałam i  jaskrawo
od słońca; nie mam lasu i rzeki, nawet
strumienia nie mam, ale muszę stąd
wyjść, bo się wścieknę. Jak już wyjdę
wszystko się ułoży, spotkam jakąś drogę
może znak albo kamień, jakieś puste pole
sarny i różne robaki. Żadnego człowieka.
Nie znajduję w ludziach niczego ważnego
ale to mnie chwilowo nie martwi.
Chcę nikogo nie słyszeć, żadnych słów
nie chcę. Tylko odgłosy - szelesty i piski
bo zrobiłam się ostatnio jakaś romantyczna
i zamierzam sama przez to przejść.



wtorek, 18 kwietnia 2017

To nic



W mojej głowie przeciek, nie układają się w całość

stare, mało czytelne wątki. Czasem robi się jaśniej

ale właśnie wtedy tracę pamięć na swój temat.

W tym stanie czuję, że mnie ubywa, że zapomnę

kim nigdy nie byłam dla siebie. A mogłam.


Ale to żadna katastrofa, panie doktorze. Jest stan

niepewności, który przyjemnie dręczy, jakaś

czystość we mnie i poza mną. Coś zupełnie nowego.

czwartek, 23 marca 2017

Wszystko możemy

Rozebrało ich na dobre pod tą
smutną ziemią, zrównało w prawach
i uciszyło, bo tutaj bólu już nie ma.

Został z nami, w opuszczonych
domach,  na samotnych ławkach, wszędzie.
W różnych głowach, listach, we krwi.

Wrócił niedawno. Czasem ból powraca
nawet do umarłych. Czy ktoś ich usłyszy?
Kości nie mówią już naszym językiem.

I możemy im zrobić wszystko.

Nic więcej


Poezja nie ma dla mnie czasu. Bierze jakieś
fuchy, łapie zlecenia jak leci, nie odpowiada
na moje listy. Listy są rzeczowe, wcale nie
w histerycznym tonie - przecież ja niczego
nie chcę od wierszy. Może tylko spotkać się
na chwilę, pogadać. Żadna terapia, żadne koło
ratunkowe. Spotkanie koleżeńskie. I tyle.