niedziela, 22 sierpnia 2021

Nie ona jedna

 

Tu jej będzie dobrze – przyniosą posiłki, zmienią

pościel. Powie im, że chciałaby zjeść jakieś dobre

lody, one chętnie pójdą, bez dąsów i napiwków.

Jest tutaj chwilowo,  musi odpocząć od domu,

pustego i owdowiałego. Tam miała sny, w których

 krzyczała i bała napotkanych w nich ludzi. Płakała.

Sny się kiedyś kończą, a strach pozostaje na długo.

 

Wystarczy mi radio i telefon, chociaż go nie

rozumiem, ciągle coś się w nim dzieje i brzęczy.

Czemu jestem już taka stara? Za szybko to wszystko

poszło; oczy posypały się  za wcześnie, ale głowa

trzyma się jeszcze całkiem dobrze. Niestety, za dobrze.

 

Czasem żali się mieszkającej w sąsiednim pokoju

kobiecie. Wie pani, coraz częściej myślę o demencji,

podobno pamięta się wtedy tylko przeszłość, a ja

mam co pamiętać. Mogłabym znowu być szczęśliwa.

 

Chciałaby sobie, biedna, tak urządzić koniec życia,

żeby nie wiedzieć, że to już. Nie ona jedna.

 

 

Jeszcze chwilę

 

Nie będę nigdy więcej pisał o śmierci,

o twojej też, nie proś. Nie napiszę i już.

Kolejną noc siedzi przy łóżku i trzyma

wciąż jeszcze ciepłą i miękką rękę Ewy.

 

Umawialiśmy się inaczej, miałem umrzeć

pierwszy. Jeszcze nie teraz, bo przecież tyle spraw

rozgrzebanych, twój ogród zapuszczony, opuszczony

- czasu wystarcza tylko dla ciebie. Reszta leży.

 

Nie planowałam tego, jestem przecież młodsza,

bardziej zaradna, gdybyś umarł, pozbierałabym się

szybciej, wiesz, że jestem twarda, że byłam twarda.

 

Czas umierać, ale jakoś się nie chce.

 

Wiesz, ilu rzeczy jeszcze nie zrobiłam, gdzie nie zdążę

już być, z kim się nie spotkam? Coś zapisane, zaczęte,

namówione, ustalone, długo oczekiwane. Nikt niczego

za mnie nie skończy, bo to są już moje byłe sprawy.

Tylko moje.

 

Płaczą cicho. Ona z bólu, on z żalu, nikomu już

niepotrzebni osobno, jeszcze chwilę razem.

 

 

Wyżej

Widzisz to co ja?

Pokazuje palcem, ale ona ogarnia

wzrokiem całą tę zieloność parku,

którego brakowało jej od dawna.

 

Mówi mu, że niech każdy patrzy na to

na co chce, ona przyszła tutaj na chwilę

żeby się wtopić w te drzewa, które

tak urosły, odkąd była w parku ostatni raz.

 

To tylko drzewa, spróbuj rozejrzeć się

niżej, tyle się przecież dzieje, popatrz

na nie – zapamiętaj - one mogą już tutaj

nie wrócić; będziemy mieli co opowiadać

dzieciom, może kiedyś do nas przyjadą.

 

Tylko się gapisz, milczysz i znowu spacer

bez wrażeń, już sam nie wiem, jak cię

ożywić. Jesteś, ale znowu cię nie ma.

 

Trzy czarne wiewiórki krzątają się

pod drzewem – czwarta oddalona

stoi nieruchomo. Może się wydawać,

że patrzą na stojących ludzi i mają

ten sam problem. Ich siostra nie jest

zainteresowana, patrzy na to, na co

chce patrzeć. Po drugiej stronie ścieżki

 

zaczyna się świat, do którego nie należy.

I nie chce.